Wszystko dla Boga i Polonii...

+ śp. ks. Jan Jabłoński



Ks. Jabłoński urodził się w miejscowości Szczupliny, pow. Działdowo, woj. olsztyńskie. Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Jagiełły ukończył w Działdowie w czerwcu 1957 r. i w sierpniu tegoż roku wstąpił do Towarzystwa. Nowicjat odbywał w Bydgoszczy i w Morasku. Studia teologiczne przerwała mu dwuletnia służba wojskowa (lata 1961-1963). Święcenia kapłańskie otrzymał 4 czerwca 1966 r. w katedrze poznańskiej z rąk bpa Franciszka Jedwabskiego. Pierwszą i jedyną placówką duszpasterską, gdzie pracował jako wikariusz, były Dobrzany (wówczas jeszcze diec. gorzowska). Po roku pobytu na parafii odbywał studia teologiczne w zakresie katolickiej nauki społecznej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w latach 1967-1970. Po ich ukończeniu został zamianowany magistrem nowicjatu w Ziębicach, a potem w Kiekrzu. Były to lata (1970-1973) trudnej pracy nowicjackiej ze względu na zmiany miejsca nowicjatu i długo trwające prace związane z adaptacją i rozbudową domu nowicjackiego w Kiekrzu, domu dzierżawionego od Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Następny etap to ponowny pobyt na KUL-u - studia doktoranckie. Podczas wakacji letnich w 1974 r. rektor uczelni, o. A. Krąpiec, zamianował ks. Jabłońskiego dyrektorem Szkoły Letniej Kultury i Języka Polskiego w Instytucie Badań Problemów Polonijnych i Duszpasterstwa Migracyjnego KUL. Praca ta wymagała tworzenia konkretnego programu, a także stanu prawnego, który musiał być - choć władze państwowe w Warszawie z wielkim trudem na to się godziły - zatwierdzony przez państwo, co oznaczało, że dyplom KUL-owskiej Szkoły Letniej był równoważny z odpowiednim dyplomem państwowych uczelni polskich. Dodać by trzeba, że ks. Jan nie uwieńczył doktoratem swoich studiów. Było to niemożliwe. Na tę rzetelność, dokładność, wrażliwość na szczegóły naprawdę zabrakło i jego własnych lat, a nawet gdyby je podwoić, też by pewnie było ich za mało.

Powyższe curriculum vitae to rozdziały życia. Każdy z nich to odrębna historia i nieco inny portret ks. Jana. Ten np. ze studiów: gdy wywiązywała się dyskusja a nawet sprzeczka na jakiś temat, na którym on się znał, ostatnim argumentem przez niego stosowanym była propozycja zakładu. Argument stawał się naprawdę ostateczny, nie do odparcia, gdyż w przeciwnym razie trzeba było płacić.

Z perspektywy lat bardzo swoiście i prawdziwie odczytuje się opinię ks. Stanisława Grabowskiego, magistra nowicjatu, o kandydacie do złożenia pierwszych ślubów:

"Dość typowy choleryk. Ale przy tym dobre, gołębie serce. Zdrowy. Silny - "ciężarowiec". Na pierwszy rzut oka nieefektowny, "od siekiery". Zdolny i przy tym pracowity. Bardzo rzetelny. Nad sobą pracował intensywnie i konsekwentnie. Pobożny. Życiowo zaradny. Za mało zwraca uwagi na wygląd zewnętrzny. Trudności w wysławianiu się i gwarowe naleciałości w wymowie. Pochodzi ze środowiska prostego (ojciec robotnik leśny), ale dobrego. Siostra matki u Szarytek w Brazylii. Powołanie zakonne zdecydowane. Na rzecz Towarzystwa apostołował w liceum. Starszego swego kolegę (Bojarski) skierował do Towarzystwa". A sam w prośbie skierowanej do O. Współzałożyciela, wówczas przełożonego generalnego, o dopuszczenie go do święceń kapłańskich napisał:

"Pokornie proszę o dopuszczenie mnie do święceń kapłańskich. Świadom jestem swych słabości, których nie kryłem przed Przełożonymi. Ufny jednak w pomoc łaski Bożej chcę przez wykonywanie obowiązków kapłańskich, w ramach posłannictwa Towarzystwa Chrystusowego, pełnić wolę Ojca Przedwiecznego. Ośmielam się więc prosić Boga o łaskę kapłaństwa a Przewielebnego Ojca o dopuszczenie do święceń i udzielenie błogosławieństwa.

Z wyrazami synowskiego oddania diakon Jan Jabłoński TChr.

Poznań, 9 maja 1966 r.".

Takim go też widzieliśmy. Spełnił pokładane w nim nadzieje. Święta ziemia miłostowska przygarnęła go w swe objęcia w dniu l grudnia, a taka jest nasza wiara - Chrystus Król, Boża Rodzicielka oraz grono aniołów i świętych wyszli mu na spotkanie. Odbyło się też spotkanie z rodzona matką, która uprzedziła go swoim pogrzebem tylko o kilka dni (pogrzeb matki, Anieli, odbył się 25 listopada; ks. Jan zdążył jeszcze uczestniczyć w nim). Nie wiemy, czy Zmarły-Żyjący, dostrzegłszy siebie w całej dokładności, nie przeprosił i nie wycofał się do najbliższych i do najbardziej skutecznych "pomieszczeń", gdzie dokonuje się dokładne i ostateczne oczyszczenie człowieka...

ks. Edward Szymanek TChr