Wszystko dla Boga i Polonii...

+ śp. ks. Ignacy Smaga



Szósty już ksiądz w 2019 roku, został odwołany przez Pana do wieczności. Kolejny to już duszpasterz emigracyjny, który prawie całe swoje życie kapłańskie oddał na służbę Bogu, pracując dla dobra polskiej emigracji w Australii i Nowej Zelandii.


Ks. Ignacy Smaga urodził się 2 kwietnia 1945 roku w miejscowości Trzetrzewina, pow. Nowy Sącz, woj. krakowskie - w rodzinie rolniczej. Józefa i Marii z domu Stypuła. Posiadał liczne rodzeństwo: cztery siostry i trzech braci. Ochrzczony został 22 kwietnia 1945 roku w rodzinnej parafii pw. św. Matki Boskiej Pocieszenia w Trzetrzewinie. Od szóstego roku życia był ministrantem w miejscowym kościele. Mając 7 lat, w 1952 roku rozpoczął naukę w Szkole Podstawowej w Trzetrzewinie. Kończąc drugą klasę przyjął w rodzinnej parafii w 1954 roku sakrament spowiedzi i I Komunii Świętej. Przez wiele lat był prezesem ministrantów oraz wyręczał kościelnego przy dzwonieniu na Anioł Pański. W swojej parafii przyjął też 28 sierpnia 1961 roku, z rąk bpa Michała Blecharczyka sakrament bierzmowania, obierając imię Krzysztof.
Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1959 roku, dalszą naukę kontynuował w I Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Długosza w Nowym Sączu. Liceum to ukończył 6 maja 1963 roku maturalnym egzaminem dojrzałości, uzyskując stopnie dobre i bardzo dobre. W czasie nauki w liceum uczęszczał na lekcje religii do parafii pw. św. Małgorzaty w Nowym Sączu, uzyskując stopień bardzo dobry.
Będąc w klasie maturalnej, na początku stycznia 1963 roku, napisał pismo Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu, prosząc o warunki przyjęcia. Po maturze skierował 24 czerwca 1963 roku podanie do Rektora Seminarium Zagranicznego Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu, z prośbą o przyjęcie, załączając odpowiednie dokumenty. W liście napisał, że: „... prosi o przyjęcie do nowicjatu Towarzystwa Chrystusowego, a następnie na studia teologiczne w charakterze kandydata do kapłaństwa...”.
Niezależnie od pism Ignacego, świadectwo moralności wystawił proboszcz parafii w Trzetrzewinie ks. Stanisław Pieprznik, który napisał m.in.: „ ...pochodzi z dobrej katolickiej rodziny. Jako długoletni proboszcz parafii chrzciłem go i przez siedem lat uczyłem w szkole podstawowej. Od sześciu lat służył jako ministrant, najpierw na nieszporach i innych nabożeństwach, a od pierwszej klasy szkoły podstawowej służył do Mszy św. Później jako prezes ministrantów nauczył wielu chłopców ministrantury i służenia do Mszy św...”. Również prefekt I Liceum w Nowym Sączu, ks. Bogusław Zawiślak napisał wiele dobrych słów o Ignacym, m.in.: „… jako katecheta mogłem obserwować jego osobowość na tle środowiska miejskiego i szkolnego – i stwierdzam, że jest w pełni dojrzałą. Jego morale jest wysokie. Był wzorowym uczniem w nauczaniu religijnym. Osobiście proszę o jego przyjęcie...”.

Do Towarzystwa Chrystusowego został przyjęty 14 sierpnia 1963 roku. Po krótkim aspirandacie, 7 września 1963 roku rozpoczął w Ziębicach kanoniczny nowicjat zakonny. Po rocznym nowicjacie, został dopuszczony do złożenia pierwszej profesji zakonnej. W podaniu o dopuszczenie do pierwszych ślubów napisał: „... w czasie pobytu w nowicjacie upewniłem się co do mojego powołania zakonnego i kapłańskiego...”. W opinii końcowej magister nowicjatu ks. Reinhold Kucza napisał, m.in. że: „… nie dopiero w nowicjacie rozpoczął pracę nad ukształtowaniem swojego charakteru... pobożność Ignacego jest zdrowa, szczera i solidna...”. Pierwszą profesję zakonną złożył 8 września 1964 roku w Ziębicach.

Po profesji zakonnej, 18 września 1964 roku, rozpoczął dwuletnie studia filozoficzne w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu. Niestety nie mógł dokończyć studiów filozoficznych, gdyż dostał wezwanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej.
Przez kolejne dwa lata, od 1965 do 1967 roku, był w jednostce wojskowej w Bartoszycach, w tej samej jednostce kleryckiej, w której służbę odbywał ówczesny kleryk, a późniejszy kapelan „Solidarności”, wyniesiony na ołtarze błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko.

Po ukończeniu służby wojskowej powrócił do seminarium Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu, gdzie kontynuował studia filozoficzne i 5 kwietnia 1968 roku złożył końcowy egzamin z filozofii tzw. philosophicum. Następnie kontynuował w tymże seminarium studia teologiczne, egzamin tzw. rigorosum złożył 1 czerwca 1970 roku, a studia teologiczne ukończył 10 maja 1971 roku.

Podczas studiów filozoficznych, służby wojskowej i studiów teologicznych ponawiał profesję zakonną: II złożył 8 września 1965; III 8 września 1967 (ta trzecie profesja zakonna była opóźniona po dwuletnim pobycie w wojsku, za zgodą Rady Generalnej, w podaniu do przełożonego generalnego ks. Ignacego Posadzego napisał: „... po dwuletnim pobycie w wojsku pragnę dalej trwać w szeregach Towarzystwa Chrystusowego i mam nadzieję, że osiągnę tu mój cel i będę mógł realizować misje Towarzystwa...”; IV 8 września 1968 i V 8 września 1969 roku. Profesję dozgonną złożył 13 września 1970 roku, wszystkie śluby zakonne składał w Poznaniu.

W czasie studiów został wprowadzony w posługi kapłańskie oraz przyjmował wyższe święcenia kapłańskie: tonsura 10 listopada 1967 roku z rąk bpa Franciszka Jedwabskiego; ostiariat i lektorat 11 listopada 1968 roku abpa Antoniego Baraniaka; egzorcystat i akolitat 9 listopada 1968 roku, z rąk bpa F. Jedwabskiego; wyższe święcenia kapłańskie: subdiakonat 19 września 1970 z rąk abpa A. Baraniaka; diakonat 20 listopada 1970 z rąk bpa F. Jedwabskiego oraz święcenia kapłańskie 20 maja 1971 roku w katedrze poznańskiej z rąk abpa Antoniego Baraniaka. W podaniu do przełożonego generalnego z prośbą o dopuszczenie do święceń kapłańskich napisał: „… jestem świadom obowiązków jakie wynikają z faktu przyjęcia kapłaństwa. Kierując się celem naszego Towarzystwa, ufny w pomoc Bożą i opiekę Matki Bożej pragnę służyć Bogi i Polonii Zagranicznej.”

Po prymicjach w rodzinnej parafii w Trzetrzewinie i okresie zastępstw, jak prawie każdy chrystusowiec został skierowany do pracy duszpasterskiej na Pomorze Zachodnie. Już 14 czerwca 1971 rok na wniosek przełożonego generalnego ks. Wojciecha Kani, otrzymał od wikariusza generalnego ówczesnej diecezji gorzowskiej bpa Jerzego Stroby, pierwszą nominację na wikariusza-współpracownika w parafii pw. św. Józefa w Stargardzie Szczecińskim.
8 marca 1972 roku został mianowany przez wikariusza generalnego ks. Edwarda Szymanka pomocnikiem proboszcza z Brojc ks. Bronisława Olendra w działalności Referatu do Spraw Trzeźwości. Działalność tę uzgadniał ze swoim proboszczem stargardzkim ks. Włodzimierzem Kowalskim. W parafii tej, do której należało wtedy jeszcze wiele kościołów filialnych, pracował przez rok do lipca 1981 roku.
Od 14 lipca 1972 roku znów na wniosek przełożonego generalnego ks. W. Kani otrzymał od pierwszego ordynariusza diecezji szczecińsko-kamieńskiej bpa Jerzego Stroby, przeniesienie ze Stargardu do parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Szczecinie, na równorzędne stanowisko wikariusza-współpracownika. Parafia pw. Jana Chrzciciela wraz z kościołem pw. NSPJ była wtedy centralną placówką duszpasterską w Szczecinie.

W 1974 roku bp szczecińsko-kamieński Jerzy Stroba, rozdzielił te dwa kościoły i erygował nową parafię przy kościele św. Jana Chrzciciela, którą przejęli księża diecezjalni, a wszyscy pracujący tam chrystusowcy dostali nominację na równorzędne stanowiska przy nowo erygowanej parafii pw. NSPJ.
W 1974 roku otrzymał pismo od przełożonego generalnego, że został wytypowany do zagranicznej pracy duszpasterskiej w Australii i rozpoczął starania o otrzymanie paszportu i potrzebnych wiz.
12 września 1974 roku otrzymał pismo od bpa szczecińsko-kamieńskiego Jerzego Stroby zwalniające go od 20 września 1974 roku z obowiązków wikariusza w parafii NSP Jezusa oraz podziękowanie za pracę duszpasterską w diecezji.

Po pozytywnym załatwieniu wszystkich formalności paszportowo-wizowych, 19 listopada podczas Mszy Świętej w kaplicy seminaryjnej w Domu Głównym w Poznaniu miało miejsce pożegnanie ks. Ignacego udającego się do pracy polonijnej w Australii. Na koniec Eucharystii pożegnał go w imieniu przełożonych Towarzystwa ks. Ignacy Posadzy, który wręczył mu krzyż misyjny oraz obraz M.B. Częstochowskiej.

Krótko po pożegnaniu, bo już 24 listopada 1974 roku wyleciał samolotem do Australii. Poprzednicy ks. Ignacego płynęli do Australii statkiem, teraz rozpoczęły się już wyloty samolotami.
Prowincjał ks Zbigniew Pajdak napisał w liście do Poznaniu, że: „… wielka radość, że ks. Smaga jest już wśród nas. Doleciał bez specjalnych przygód. Nawet w komorze celnej poznaliśmy go bez trudności, gdyż o głowę przewyższał wszystkich pasażerów...”.
Po przylocie do Australii, został pomocnikiem duszpasterskim w Bankstown oraz rozpoczął kurs języka angielskiego. Szybko poczynił postępy w języku angielskim i już w lutym 1975 roku pojechał na zastępstwo do Brisbane, a później na Tasmanię, gdzie zastępował ks. Franciszka Ferugę.
25 maja 1975 roku Towarzystwa Chrystusowe przejęło po księżach werbistach placówkę duszpasterską w Geelong (Victoria), a jej pierwszym duszpasterzem został ks. Ignacy. 8 lipca 1975 roku napisał do przełożonych w Poznaniu: „… po przylocie do Australii pomagałem naszym duszpasterzom w Sydney, Newcastle, Canberra i Brisbane. Ośrodki bardzo zróżnicowane, każdy o specyficznych uwarunkowaniach, pozwoliły mi na objęcie samodzielnej placówki... Mimo wielu trudności czuje się bardzo szczęśliwy, gdyż widzę, że tu jestem potrzebny. Na obrazku prymicyjnym napisałem: Radością moją jest pełnić wolę Bożą, pragnę to przyrzeczenie do końca zrealizować...”. W Geelong pracował do 1983 roku, przyczyniając się do rozwoju tej polonijnej placówki duszpasterskiej. W 1982 roku prowincja zakupiła domek rodzinny w Bell’Park, który został odremontowany na mieszkanie dla duszpasterza ośrodka Geelong- Ballarat.
W 1983 roku został przeniesiony przez prowincjała na stanowisko proboszcza w Bowen Hill (QLD). Po trzech latach pracy duszpasterskiej w Australii, został przeniesiony do Nowej Zelandii.
11 lipca 1985 roku, objął swoją nową placówkę duszpasterską: Berhampore - Wellington na Nowej Zelandii. Do przełożonego generalnego ks. Edwarda Szymanka napisał wtedy: „… Dzięki Bogu wszystko układa się dobrze, trochę czasu zajęło mi poznanie nowego terenu pracy i przestawienie klimatyczne, rozumiem się z miejscową Polonią...”. W 1988 roku odwiedził ks. Ignacego przełożony generalny ks. Edward Szymanek; był też czas na wspólne spotkania z Rodakami. Na Nowej Zelandii pracował do 1994 roku, odwiedzając w domach i szpitalach, scalając naszych Rodaków, oraz służąc im pomocą duszpasterską

W 1994 roku powrócił do Australii i w ostatnią niedzielę stycznia 1995 roku został rektorem polskiego sanktuarium maryjnego w Marayong (NSW). Sanktuarium to zostało wzniesione w Marayong staraniem chrystusowców i Polonii australijskiej, jako Pomnik Wdzięczności za łaskę tysiąclecia chrześcijaństwa w naszej Ojczyźnie oraz pomnik poległych w obronie Ojczyzny. Kościół został poświęcony w 1966 roku przez abpa Sydney, kard. N. T. Gilroy’a, jako kaplica miejscowej parafii. Kościół ten stal się wkrótce centrum życia religijnego wspólnoty polskiej. Od 1991 roku, kościół ten stał się mocą dekretu miejscowego biskupa, kościołem rektorskim z prawem i obowiązkiem prowadzenia ksiąg parafialnych. Przy tym kościele rektorskim koncentruje się duszpasterstwo polskie oraz organizowane są wszystkie uroczystości polonijne. Istnieje Polski Dom Polski, hospicjum, szpital oraz inne instytucje służące Polakom w Australii. Powstał on na terenie należącym do Sióstr Nazaretanek, które również gorliwie opiekują się tym ośrodkiem. Staraniem nowego rektora w 1997 roku w 1997 roku na placu przed kościołem postały stacje Drogi Krzyżowej. Zostały one poświęcone 16 marca 1997 roku. Ks Ignacy gorliwie pracował w tym ośrodku do końca 2000 roku. Parafianie tak napisali do przełożonego generalnego w Poznaniu „…ks. Ignacy rozmodlił naszą wspólnotę, umacnia nasza wiarę i wzmacnia miłość do Boga i Jego Świętych…, będzie nam go brakowało w naszym ośrodku...”.
Od 2001 został duszpasterzem w Keysborough – Melbourne (VIC). Na prośbę miejscowego ordynariusza Melbourne abpa Francisa Little, chrystusowcy przejęli tam polskie duszpasterstwo. Staraniem chrystusowców wybudowano tam nowy kościół i powstał centralny ośrodek duszpasterski. Kościół konsekrował w 2006 roku abp Denis Hart, nadając mu tytuł Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Ks. Ignacy był tam pomocnikiem duszpasterskim i pomagał w rozbudowie tego ośrodka oraz tego Sanktuarium.

Na placówkach w Australii i Nowej Zelandii obchodził swoje uroczystości imieninowe, urodzinowe oraz rocznice święceń kapłańskich.
18 października w czwartek w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Keysborough miała miejsce nadzwyczajna uroczystość. W obecności Konsula Generalnego w Melbourne, Prezesa Federacji Polskich organizacji w Wiktorii, Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, kilku polskich duszpasterzy oraz licznej grupy wiernych, delegat Polskiej Obrony Narodowej płk. Leszek Słomka wręczył ks Ignacemu Smadze oraz ks. Wiesławowi Słowikowi SJ, którzy w latach studiów kleryckich zmuszeni byli do odbycia zasadniczej służby wojskowej, Patenty Oficerskie promujące ich na pierwszy stopień oficerski, podporuczników Wojska Polskiego.

Wyczerpany pracą na Antypodach ks. Ignacy zachorował na chorobę nowotworową i w związku z pogarszającym się stanem zdrowia, wymagającego stałej opieki został 9 czerwca 2019 roku przeniesiony do polskiego ośrodka w Marayong, w którym przed laty pracował. Tam, w domu opieki został otoczony serdeczną opieką przez Siostry Nazaretanki oraz współbraci.
W nocy z 17/18 czerwca został przewieziony do szpitala w Blacktown, gdzie w ostatnich chwilach życia trwały przy nim Siostry Nazaretanki oraz ks. Antoni Dudek. Tam też został odwołany do wieczności.

Ks. Ignacy Smaga SChr zmarł we wtorek 18 czerwca 2019 roku w szpitalu w Backtown, NSW, Australia. Przeżył 74 lata życia, w tym 56 lat życia zakonnego i 48 lat życia kapłańskiego.

W dniach 19-21 czerwca w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Keysborough, gdzie przez ostatnie lata służył swoją pracą duszpasterską śp. ks. Ignacy, odbywały się wieczorne nabożeństwa różańcowe oraz odprawiano Msze Święte w intencji zmarłego.
Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w poniedziałek 24 czerwca w kościele M.B. Częstochowskiej, Królowej Polski (War Memorial Chapel) w Marayong. Zgromadziły one współbraci chrystusowców, siostry zakonne Nazaretanki i Misjonarki Chrystusa Króla, wiernych z parafii w Marayong, ośrodków duszpasterskich w Sydney, a samolotami i autokarem przybyli wierni z ostatniej placówki z Keysborough. Wśród obecnych byli nie tylko Polacy, ale i Australijczycy różnego, narodowego pochodzenia.
Mszy świętej koncelebrowanej przez 18 kapłanów z Australii i Nowej Zelandii przewodniczył wiceprowincjał ks. Kamil Żyłczyński, a homilię żałobną wygłosił ks. Antoni Dudek (homilia w załączeniu), przełożony wspólnoty w Miller. Na zakończenie Eucharystii odczytano list kondolencyjny przełożonego generalnego Towarzystwa, ks. Ryszarda Głowackiego.
Również tegoż dnia 24 czerwca, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Keysborough została odprawiona Eucharystia dla tych, którzy nie mogli pojechać na pogrzeb do Marayong. Zgromadziła ona licznych parafian wielu narodowości, którzy dziękowali Bogu za wieloletnią posługę duszpasterską ks. Ignacego, był on bowiem dla nich prawdziwym przyjacielem oraz pasterzem dusz, pełnym entuzjazmu i dobroci.
Następnie trumnę ze zmarłym kapłanem przewieziono na cmentarz, na który udała się też część uczestników pogrzebu. Tutaj, po słowach ostatniego pożegnania, na koniec uroczystości zabrzmiał hymn do naszej Pani, Matki i Królowej – „Salve Regina”. Trumnę z ciałem zmarłego kapłana złożono w kwaterze chrystusowców.

29 czerwca 2019 roku, w sobotę w uroczystość św. Piotra i Pawła w rodzinnej parafii pw. M.B. Pocieszenia ks. Ignacego w Trzetrzewinie, o godz. 11.00 została odprawiona odprawiono Mszę Świętą żałobną za dar życia i powołania kapłańskiego w intencji zmarłego naszego współbrata. Była ona wyrazem duchowej łączności parafian oraz wszystkich, którym była bliska osoba i posługa duszpasterska śp. ks. Ignacego. We Mszy świętej uczestniczył superior Domu Głównego w Poznaniu ks. Marek Grygiel, który na koniec Mszy świętej odczytał list kondolencyjny przełożonego generalnego ks. Ryszarda Głowackiego, który napisał m.in. „... przez 45 lat pracy duszpasterskiej na Antypodach był wyznawcą Chrystusa i Jego gorliwym sługą, z oddaniem posługującym Ludowi Bożemu. Postawa wiernych, którym służył staje się świadectwem, że był dobrym pasterzem, zaś my chrystusowcy zapamiętamy go, jako kochającego nasze Zgromadzenie Zakonne...”.

Ks. Ignacy Smaga SChr spoczął w kwaterze chrystusowców na cmentarzu Pinegrove Memorial Park, Kingston Street, Minchinbury, (Sydney) NSW, nr grobu A4, gdzie razem ze współbraćmi oczekuje zmartwychwstania.


DOBRY JEZU A NASZ PANIE – DAJ MU WIECZNE SPOCZYWANIE

ks. Bernard Kołodziej SChr




Homilia pogrzebowa wygłoszona przez ks. Antoniego Dudka SChr.:

Ignacy,

Wykonało się! To ostatnie słowa Pana Jezusa powiedziane z wysokości krzyża. Co się wykonało? Nie ziemskie życie – ono skończyło się wtedy, gdy setnik przebił Jego serce, z którego wypłynęła krew i woda. Wykonało się coś znacznie większego – wykonało się Odkupienie, wykonał się cel Jego przyjścia do nas w ludzkim ciele. Dokonała się ofiara, w której Bóg sam siebie ofiarował w osobie swego Syna za nas, za grzech Adama i za nasze winy, abyśmy odzyskali niewinność Bożych dzieci, niewinność tych, których powołał do istnienia na ziemi, bo pragnął dzielić się z nimi, z nami, swoją Miłością.
Od tamtej chwili na krzyżu, od tego „wykonało się”, wiemy po co żyjemy. Jesteśmy na Ziemi po to, aby swoje życie wypełniać miłością dla drugich, a wypełniając je miłością kontynuować, dopełniać dzieła stworzenia. Przecież każdy z nas przez Boga stworzony, powołany został, by rozwijać, pomnażać dzieło stworzenia. Nie myślimy o tym na co dzień. Kiedy jednak przychodzi wieczór, gdy dzień chyli się ku zachodowi śpiewa w naszej duszy Symeon swój kantyk „Nunc Dimittis”: „Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju, według Twego słowa, bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie…”. Śpiewając to przypominamy sobie po co tu jesteśmy, po co jest nasze życie. Ono jest na chwałę naszego Stworzyciela i Odkupiciela. Średniowieczny autor pisał: „Ale ponad wszystko najświętsza, wierzcie mi, jest pieśń Nunc Dimittis, gdy człowiek osiągnął cele o dużej wartości i urzeczywistnił swe oczekiwania”. Zwykle droga do tych urzeczywistnień nie jest usłana różami. Zawsze jakieś cierpienie człowieka dopadnie i wgryzie się w jego ciało, w jego duszę. I chodzi o to, żeby wybrać sobie towarzysza cierpienia. Człowiek nie powinien cierpieć sam – tak mówi mądrość chrześcijańska. Człowiek powinien w momencie cierpienia wybrać Jezusa Chrystusa i łączyć swoje cierpienie z Jego cierpieniem. Kto to potrafi, ten na zewnątrz będzie promieniał radością.
We wtorek wcześnie rano 18 czerwca ks. Ignacego sanitarka zawiozła do szpitala w Blacktown. Tuż po południu Ignacy przyjął wiatyk i sakrament namaszczenia chorych. Lekarz, który wcześniej przeprowadził potrzebne badania, wyznał siostrze Joannie, że Ignacy zmierza ku śmierci. Jedyne co można dla niego zrobić, to towarzyszyć mu, być z nim, on nie powinien być sam. Mądry to lekarz. A siostry nazaretanki czuwały. Wezwany przez nie przyjechałem do Ignacego późnym wieczorem. Trochę, na ile to było możliwe, powspominaliśmy dawne czasy. Ale było coraz bardziej widoczne, że Ksiądz Ignacy już wyruszył w daleką podróż. Coraz ciszej oddychał. Nawet nie było wiadomo, kiedy zasnął na zawsze. Pielęgniarka podeszła do niego, uniosła powiekę i wtedy z oka popłynęła łza. Łza – lacrima destilatae – jak powiada poeta, to naturalny produkt wzruszenia serca. Łza – jak mała soczewka. Co dzięki niej zobaczył Ignacy? Możemy się tylko domyślać. Może zobaczył beskidzkie wzgórza wokół Starego Sącza. Może swoje dzieciństwo. Jakieś wspomnienia kleryckich czasów. Lata, które spędził wcielony do wojska. Może czas swojego duszpasterskiego wędrowania po Australii i Nowej Zelandii. Najpewniej zaś zobaczył przychodzącego ku niemu Pana Jezusa i słowa: chodź do mnie sługo dobry…
Był dobrym, wiernym sługą. Spędziłem z nim tu, w Marayong, pełnych sześć lat. Były to dobre lata. Wiele się od niego nauczyłem. Ksiądz Ignacy temu miejscu i ludziom, którzy tu wtedy przychodzili się modlić był oddany na sto procent. Tłumów nie było, ale wiedział, miał taką świadomość, ze kilkanaście osób jest tak samo ważnych jak wielki tłum. Chciał być dla nich, bo wiedział, mówił mi o tym, że tu jest dla niech, a nie dla siebie. Nie potrzebował afirmacji, ale cieszył się, gdy ktoś zauważył jego starania. Dla Marayong były to owocne lata. Zamiast jednej niedzielnej Mszy św., Eucharystia sprawowana była trzykrotnie. Przed wieczorną Mszą gromadził rodaków na różańcu. Utrwalił zwyczaj codziennych nabożeństw różańcowych i majowych. Wziął pod swoją opiekę osierocony ośrodek duszpasterski w Kingswood. Szkoła Sobotnia wtedy liczyła ponad setkę uczniów. Miał zatem co robić w sobotnie przedpołudnia, a była jeszcze Msza św. w Domu Opieki. Na czas jego duszpasterstwa tutaj przypadł Rok Wielkiego Jubileuszu, a nasz kościół był obdarzony przywilejami miejsca, gdzie można było upraszać łaski związane z tym szczególnym czasem. W dziedzinie spraw materialnych lista też jest długa. Nie potrafię wszystkiego wyliczyć, a z tego co pamiętam: to odnowione, w właściwie nowe konfesjonały, nowe organy, nowe nagłośnienie świątyni, figura św. Józefa przed kościołem, statua Matki Boże, betonowe chodniki wokół sali, stacje drogi krzyżowej… Kochał to miejsce i ludzi i trudno mu było, bo nie chciał, choćby na dzień lub dwa się stąd oddalić.
Ostatnie lata był przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Melbourne. Jestem przekonany, że ks. Ignacy i tam nie skąpił swego serca. Tak Pan Bóg pokierował, że wrócił tutaj, aby mógł stąd, od domu Matki Bożej, wrócić do Domu Ojca.
Powiada się, że nie ma ludzi niezastąpionych. To byłaby prawda, gdyby człowiek był rzeczą. Jest jednak osobą, zawsze kimś niepowtarzalnym. Stąd też śmierć pozostawia po każdym pustkę w życiu; można powiedzieć, że jest to bolesna obecność nieobecności. Tak jest dla nas, dla jego rodziny i bliskich.
Dla niego zaczęło się spotkanie z Nieustannie Obecnym, z Jego wszystko wypełniającą Miłością.